“Nie liczy się wynik, to sprawa drugorzędna”, “Mamy prawo być zmęczeni, szykujemy formę na mecze mistrzostw” – tymi frazesami karmił nas selekcjoner reprezentacji Polski Leo Beenhakker przed rozpoczęciem wczorajszego meczu z Duńczykami. Holender asekurował się, bo sam nie był do końca pewien, jakie efekty przyniosło dwunastodniowe zgrupowanie w niemieckim Donaueschingen. I pewny swego nie może być nadal, mimo że Polacy we wczorajszym starciu z drużyną, która niedawno zremisowała z Holandią, zaprezentowali się nieźle. Choć do wielkiej formy, która pozwoliłaby urwać punkty Niemcom, brakuje jeszcze sporo. Zwłaszcza w grze obronnej.
Wyjściowy skład Polaków, według sztabu szkoleniowego naszej reprezentacji, miał mniej więcej odpowiadać temu, który wybiegnie w inauguracyjnym spotkaniu Euro z Niemcami (8 czerwca, godz. 20.45). Mniej więcej, bo we wczorajszym meczu z powodu kontuzji na trybunach usiedli Michał Żewłakow i Jakub Błaszczykowski, którzy zazwyczaj mają miejsce w pierwszej jedenastce zespołu Beenhakkera.
Jeśli można mówić o niespodziance, to było nią pojawienie się w pierwszym składzie Tomasza Zahorskiego. Wszyscy spodziewali się raczej, że na początku wybiegnie na murawę powracający do zdrowia Wojciech Łobodziński. Pomocnik Wisły Kraków wszedł na boisko po przerwie.
Zaskoczeniem nie powinna być za to obecność na lewej stronie defensywy Jakuba Wawrzyniaka. Legionista, który dopiero wiosną wywalczył miejsce w składzie wicemistrzów Polski, pod nieobecność Grzegorza Bronowickiego (nie znalazł się w 23-osobowej ekipie zgłoszonej do mistrzostw Europy), w meczach sparingowych grał solidnie. Wczoraj był jednak wyraźnie speszony i został zmieniony po pierwszej połowie (jego miejsce zajął Paweł Golański).
To między innymi Wawrzyniak, do spółki z Jackiem Bąkiem, odpowiada za stratę gola w 27. min. Po strzale Martina Jorgensena Artur Boruc zdołał odbić wprawdzie piłkę, jednak ta trafiła wprost pod nogi zamykającego akcję Martina Vinaagarda.
Na Stadionie Śląskim zrobiło się cicho, bo wszyscy przypomnieli sobie pożegnanie kadry sprzed dwóch lat, kiedy ruszała na podbój mundialu w Niemczech. Wówczas, za kadencji Pawła Janasa, przegraliśmy 1:2 z Kolumbią, a jak się skończyły mistrzostwa świata, to na pewno wszyscy pamiętamy aż za dobrze.
Powtórki z rozrywki jednak nie było. Polacy z minuty na minutę grali coraz lepiej. A gdy zawodziła defensywa, do akcji wkraczał Boruc. Piłkarzy i kibiców do boju podrywał zza linii bocznej Beenhakker. Często unosił ręce, nakazując bardziej zdecydowane ataki.
Trenera posłuchał Ebi Smolarek. W 35. min piłkarz Racingu Santander urwał się na prawej stronie boiska duńskiemu obrońcy, a ten, nie mogąc dogonić Polaka, zatrzymał go nieprzepisowo. Sędzia zarządził rzut karny, do piłki podszedł Maciej Żurawski i w prosty sposób spartolił wysiłek Ebiego. Strzelił anemicznie, po ziemi, i Thomas Sorensen z łatwością złapał piłkę.
Żurawski zrehabilitował się – przynajmniej w pewnym stopniu – siedem minut później. Tym razem to on dogrywał do Smolarka, a ten, będąc na 10. m, wyłożył futbolówkę wbiegającemu Jackowi Krzynówkowi. “Krzynek” zawahał się chwilę i w swoim stylu rąbnął byle jak. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od nogi obrońcy duńskiego i wpadła do siatki.
W meczu z Danią, który zakończył się remisem 1:1, momentami gra podopiecznych Beenhakkera mogła napawać optymizmem. Tylko momentami! Trzeba żyć nadzieją, że eksplozji formy doczekamy się w najbliższą niedzielę. A jak wiadomo: nadzieja umiera ostatnia.
Polska – Dania 1:1 (1:1)
Bramki: Krzynówek 42 – Vingaard 27
Widzów: 40 000
Sędziował: Philippe Kalt (Francja)
Polska: Boruc – Wasilewski, Jop, Bąk, Wawrzyniak (46 Golański) – Zahorski%07(46 Łobodziński), Dudka, Lewandowski, Smolarek (77 Saganowski) – Krzynówek (77 Garguła) – Żurawski (46 Roger). Trener: Leo Beenhakker.
Dania: Sorensen – Jacobsen, Christensen (46 Perez), Kroldrup, Jorgensen – Rommedahl, Retov (64 Kristensen), PoulsenI (78 Augustinussen), Vingaard (69 Kvist) – Nordstrand (46 Rasmussen), Bendtner.(89 Sorensen). Trener: Morten Olsen.
Pomeczowe opinie selekcjonera Leo Beenhakkera notował Rafał Musioł
Jaka była Pana pierwsza refleksja po spotkaniu z Danią?
Jeśli chodzi o wynik, to jesteśmy tak dobrzy, jak… Holandia, bo ona też zremiso-wała z tym rywalem. Ale to oczywiście żart, bo takie przełożenia w futbolu nie działają. Powiedzmy, że byłem umiarkowanie zadowolony. W pierwszej połowę popełnialiśmy zbyt wiele błędów, za łatwo oddawaliśmy piłkę. W drugiej odsłonie było już lepiej. Dłużej trzymaliśmy piłkę, byliśmy w stanie powstrzymywać Duńczyków w środkowej strefie boiska.
A gdyby pokusił się Pan o indywidualne oceny zawodników?
Boruc pokazał, że jest w wysokiej formie, podobnie jak Fabiański, w tyłach mamy silny blok środkowych obrońców z Jopem i Bąkiem, do tego dojdzie Żewłakow. Defensywa jest więc w porządku. Musimy natomiast więcej pracować nad ofensywą, agresywnymi wyjściami do przodu, szyb-szymi podaniami i presją na obrońców rywali. Od jutra właśnie na to będziemy kładli największy nacisk.
Nie wspomniał Pan o Rogerze, który od pewnego czasu jest w centrum uwagi kibiców.
I wreszcie fani zachowali się tak, jak Roger na to zasługuje. Bardzo podobało mi się przy-jęcie zgotowane przez mu przez nich na Stadionie Śląskim. On tego potrzebował. A na boisku znów pokazał, że świetnie funkcjonuje w tej drużynie.
Czy Maciej Żurawski powinien strzelać rzuty karne podczas mistrzostw Europy?
Pytanie, czy zmienimy w przyszłości egzekutora jedenastek jest nie na miejscu, widziałem wielu znakomitych zawodników, którzy też pudłowali. Ważne jest to, ile ten chłopak znaczy dla gry drużyny, z jedenastu metrów każdy się może pomylić.
Czy Michał Żewłakow i Jakub Błaszczykowski na pewno będą w pełni sił na mecz z Niemcami?
Od jutra wracają do normalnych treningów. Lekarze zapewniają, że z ich zdrowiem wszystko jest już OK.
Jak obecnie wypadamy na tle grupowych rywali, których ostatnio Pan obserwował?
Śledząc wyniki innych spotkań towarzyskich, gdzie Chorwaci, Austriacy i Niemcy męczyli się na przykład z Węgrami czy Serbami, widać, że wszyscy są w podobnym punkcie budowania optymalnej formy na pierwszy mecz turnieju. Teraz trzeba trochę zmniej-szyć obciążenia w treningu siłowym i odzyskać świeżość. Mamy wystarczająco dużo czasu, żeby to osiągnąć.
Czy zna Pan już całą jedenastkę, która rozpocznie pierwszy w historii mecz Polski na mistrzostwach Europy?
Skład na grę z Niemcami jest już w mojej głowie od kilkunastu dni, a ich mecz z Serbami, który oglądałem z trybun, tylko to potwierdził. I co więcej, po naradzie z moimi współpracownikami już wiemy, co powinniśmy zrobić, żeby odnieść w nim sukces!
Jest Pan optymistą…
Mam do tego podstawy. Ostatnie dni to był chyba najlepszy okres przygotowawczy w mojej trenerskiej karierze, mieliśmy wszystko, co było nam potrzebne. Sporo czasu zajęło nam wyrównanie dyspozycji fizycznej wszystkich zawodników, którzy na zgrupowa-nie przyjeżdżali przecież w różnej formie. Cel osiągnęliśmy ciężką i intensywną pracą. Teraz musimy wierzyć, że przyniesie to spodziewane efekty.
Autor artykułu: Marcin Chiliński